Od „sześćdziesiąt sześć” do zechcyka
Nazwa jest regionalnym śladem wielkiej środkowoeuropejskiej rodziny gier. Podkarpacka, trzyosobowa odmiana zechcyka zachowała jej rdzeń, ale obrosła własnymi kontraktami, słownictwem i obyczajem.
Co oznacza nazwa
Wielki słownik języka polskiego definiuje „zechcyk” jako potoczną nazwę gry „sześćdziesiąt sześć” i wyprowadza słowo z niemieckiego Sechsundsechzig. Nazwa pochodzi więc z wielojęzycznego pogranicza i nie jest dowodem, że gra narodziła się w samym Przemyślu. W polskim druku notujemy ją od 1914 roku.
Rodzina mariasza
„Sześćdziesiąt sześć” wyrosło z rodziny mariasza: gier, w których król i dama jednego koloru tworzą meldunek. Klasyczna forma jest zwykle dwuosobowa, używa 24 kart i prowadzi do 66 punktów. Polska publikacja muzealna o kartach odnotowuje, że w Krakowie popularną odmianę mariasza nazywano zarówno „66”, jak i „zechcykiem”.
Miasto, przez które mogły wędrować talie
Przemyśl przechodził przez dwa różne rozbiory. W pierwszym, w 1772 roku, miasto przypadło Austrii i zostało przy niej do 1918 roku. Stąd bierze się austriackie wojsko i austriacka kolej w tej opowieści. Drugi podział przyszedł we wrześniu 1939 roku. Granicą między Niemcami a Związkiem Sowieckim został San, a San płynie przez środek miasta. Zasanie, po zachodniej stronie rzeki, zostało u Niemców. Reszta Przemyśla, po stronie przeciwnej, znalazła się u Sowietów. Przez niespełna dwa lata granica państwowa biegła przez miasto. To nadal są fakty o mieście, nie o grze. Mówią jednak, jak często zmieniali się tu ludzie i czyje zwyczaje mogły tędy przechodzić.
W drugiej połowie dziewiętnastego wieku Przemyśl obrastał twierdzą. W mieście stanął duży dworzec. Powstało piętnaście zespołów koszarowych, a obok nich szpitale i zaplecze potrzebne tysiącom żołnierzy. Kolej prowadziła do Krakowa, Lwowa i Budapesztu. To są fakty o mieście. Nie są jeszcze historią zechcyka.
Hipoteza robocza, nie ustalenie historyczne
Od kieszeni munduru do stolika w karczmie
Możemy sobie wyobrazić talię 24 kart wsuniętą do kieszeni munduru. Ważyła niewiele, nie zajmowała miejsca, a po wieczornym apelu potrafiła zebrać przy jednym stole ludzi, którzy rano wykonywali zupełnie różne rozkazy. W koszarowej izbie zasady nie potrzebowały drukowanego regulaminu. Wystarczał ktoś, kto umiał rozdać, nazwać trumfa i poprawić nowego gracza, gdy ten położył niewłaściwą kartę.
W takim otoczeniu gra mogła przechodzić z języka do języka. Jeden żołnierz mówił Sechsundsechzig, a inny zapamiętywał tylko melodię słowa i przynosił własne nazwy kolorów. Po kilku latach przy stole zostawało to, co było krótkie i poręczne: czerwo, wino, dzwonek, kontra. Tak mogło powstawać miejscowe brzmienie gry. Mogło, lecz nie mamy zapisu takiej rozmowy.
Kolej dawała tej wyobrażonej talii dalszą drogę. Na twardej ławce wagonu, wśród wojskowych bagaży i długiego czekania, rozdanie było prostym sposobem na skrócenie podróży. U Haška żołnierze grają w 66 właśnie podczas wojskowego przejazdu. Literatura nie jest świadectwem tego, gdzie naprawdę grano, ale pokazuje, że podobna scena była dla współczesnego czytelnika całkiem naturalna.
Tu wyobraźnia ma wreszcie oparcie w źródłach. W przemyskim tygodniku z grudnia 1971 roku pada zwrot „kolejowy zechcyk”, i to bez żadnego objaśnienia. W marcu 1973 roku Edward Stachura zapisuje w dzienniku, że robotnicy przy bieszczadzkiej kolejce leśnej grają „w »zechcyka«, czyli w »66«”. To zdanie znamy z przepisania usenetowego z 2013 roku; drukowanych stron 288 i 289 nikt z nas jeszcze nie widział. Krakowski felieton z 2015 roku pisze wprost, że zechcyk królował w osobowych pociągach jadących w stronę Tarnowa, Dębicy i Przemyśla. To trzy różne teksty i trzech różnych autorów.
Wszystkie trzy ślady są jednak powojenne. Żaden nie sięga monarchii i żaden nie mówi o samym Przemyślu jako miejscu gry; pociągi jadą w jego stronę, a kolejka Stachury biegnie kilkadziesiąt kilometrów dalej. Wątek kolejowy przestał więc być domysłem, ale nadal nie łączy zechcyka z twierdzą ani z garnizonem.
Wróćmy więc do koszar, gdzie kończy się to, co udokumentowane, a zaczyna przypuszczenie. Po służbie karty mogły wychodzić za bramę koszar. Oficerowie kończyli swoje spotkania w przemyskich restauracjach i kawiarniach, a zwykli żołnierze, kolejarze, furmani oraz miejscowi mieli własne oberże, gospody i karczmy. Przy drewnianym stole wojskowa rozrywka łatwo mogła stać się grą cywilną, a zasada zasłyszana od przyjezdnego po kilku sezonach brzmieć jak coś tutejszego. Nie znamy nazwy lokalu ani pierwszego przemyskiego gracza. Znamy tylko środowisko, w którym taki przekaz był możliwy.
W czasie mobilizacji i wojennych transportów ten ruch ludzi przyspieszał. Razem z żołnierzami jechały akcenty i powiedzenia. Jechały też drobne sposoby zabijania czasu. Być może zechcyk dotarł do Przemyśla jedną z takich dróg. Być może był tu wcześniej, a garnizon jedynie go utrwalił. Równie możliwe jest, że znany dziś wariant ułożył się znacznie później z kilku różnych tradycji.
Drewutnia pojawia się na końcu tego obrazu: niski stół, trzy rozdane ręce i noc, którą skracają kolejne partie. Nie wolno jednak rysować prostej linii od austro-węgierskich koszar do baru nad Sanem. Między tymi punktami brakuje dziesiątek lat świadectw. To opowieść o tym, jak mogło być. Na razie nic więcej.
Dwa odnalezione ogniwa: 1997 i 2001
Najstarszy znaleziony bliski opis pochodzi z dyskusji na polskiej grupie Usenet z 12 kwietnia 1997 roku. Jej uczestnik opisał 66 na cztery osoby z rozdaniem pierwszych czterech kart przed obieraniem koloru, Warszawką, Supem, Mizerką, Durhem, meldunkami, wodą i sztychami. Kolory nazywał czerwieniami, winami, dzwonkami i krajcami, a sam przypuszczał – bez dowodu – że część nazw mogła pochodzić ze Śląska.
Drugie ogniwo to wariant „Obierany”, dodany 2 kwietnia 2001 roku do zbioru zasad publikowanego jako „Doctorek: 66”, część serwisu Doctorek Home Page. Prowadził go Dariusz Czerwiński. Na stronie podpisywał się pseudonimem, ale na Usenecie pisał pod własnym nazwiskiem, z tego samego adresu. Zaznaczył, że zasady przesłał mu Daniel Stoch. Wersja trzyosobowa jest uderzająco bliska późniejszej instrukcji rodzinnej: rozdanie 4 + 4, obieranie, Warszawa, Mizerka, Druh, pytanie po pełnym rozdaniu, odpowiedzi przeciwników, konieczność bycia „przy sztychu” oraz punktacja „bez sztycha, bez wody, z wodą”.
Ślad przemyski
Oficjalny program siedemnastych Szwejkowskich Manewrów w Twierdzy Przemyśl z 2014 roku wymienia „I Szwejkowski Turniej w 66 – zechcyka”. To pierwsze z trzech źródeł przemyskiego przekazu: twarde, publiczne użycie nazwy w mieście, w kontekście miejskiej kultury szwejkowskiej. Program nie mówi jednak, jak szeroko posługiwali się tą nazwą sami gracze.
Drugim źródłem jest relacja ojca, który pamięta zarówno zasady, jak i język stołu: czerwo, wino, dzwonek, sztych, trumf, wodę oraz pełną drabinkę podbić. Trzecim jest czterostronicowa instrukcja zachowana później w historii projektu ZechcykDev. Dokument nazywa wariant „zechcykiem niebylskim” i opisuje grę trzyosobową z kilkoma kontraktami. Oba materiały są źródłami lokalnego przekazu, nie urzędowym regulaminem całego regionu.
Całonocne partie w przemyskiej Drewutni
Według relacji ojca jeszcze kilka lat temu przy stoliku w przemyskiej Drewutni odbywały się całonocne partie. Codziennie zbierało się od czterech do sześciu osób. W tym środowisku nie mówiono o tej grze jako o osobnym „zechcyku”: zawsze była po prostu sześćdziesiąt sześć.
Nie jest to wyłącznie wspomnienie o zamkniętej tradycji. Ojcu znani są jeszcze dwaj inni gracze, którzy nadal grają w tę odmianę. Znamy więc co najmniej trzy żyjące osoby pamiętające praktykę stołu, choć na obecnym etapie spisano dotąd relację tylko jednej z nich.
Źródła fotografii: elewacja – Google Street View, ujęcie datowane na 2012 rok; oba wnętrza – profil baru Drewutnia na Facebooku. Materiały przekazano do projektu w sierpniu 2026 roku. Daty wykonania fotografii wnętrz pozostają nieustalone.
Mapa żywej pamięci
Dawna Drewutnia
Wybrzeże Marszałka Józefa Piłsudskiego 6a, Przemyśl. Pinezka wskazuje adres lokalu potwierdzony w publicznych katalogach; całonocne partie są udokumentowane relacją ojca.
Otwórz większą mapę
Dane mapy: OpenStreetMap
Oś czasu
- W Europie Środkowej rozwijają się gry z rodziny mariasza i „sześćdziesiąt sześć”. Tradycyjne datowanie początku 66 na 1652 rok w Paderborn jest fabrykacją z połowy dziewiętnastego wieku, wykazaną w rozprawie Pöppla z 1960 roku: numerów domów w mieście nie było przed 1769 rokiem, wskazywany dom nosił numer 65, karczmą stał się dopiero w 1803 roku, a numeru 66 nikt nigdy nie zakazał.
- Przemyśl staje się wielką twierdzą i miastem garnizonowym połączonym koleją z Krakowem, Lwowem i Budapesztem. Jest to tło możliwej wędrówki gier, nie udokumentowany ślad zechcyka.
- „Zechcyk” funkcjonuje w polszczyźnie jako regionalna i potoczna nazwa 66; tekst Haška w polskim przekładzie pomaga tę nazwę utrwalić kulturowo.
- Lubelska gazeta drukuje żart polityczny pod tytułem „Zechcyg polityczny”. To najstarszy datowany polski zapis nazwy, jaki mamy.
- Słownik Arcta notuje hasło „zechcyk” i objaśnia je jako grę „sześćdziesiąt i sześć”, ze wskazaniem niemieckiego pochodzenia.
- Podkarpacka satyra prasowa wymienia zechcyka obok oka, ferbla i pokera jako grę na stawki.
- Śląska rubryka o skacie zapisuje autentyczne zdanie stołu: „idziecie bez sztycha”.
- W przemyskim tygodniku pada zwrot „kolejowy zechcyk”, bez objaśnienia. To najstarszy przemyski zapis nazwy.
- Edward Stachura notuje w dzienniku grę robotników przy bieszczadzkiej kolejce leśnej i zrównuje zechcyka z 66.
- Drukowany „Przewodnik gier” Lecha Pijanowskiego opisuje sześćdziesiąt sześć, także w wersji dla trzech osób, ale bez kontraktów i bez nazwy „zechcyk”.
- Rzeszowski reportaż wspomina zechcyka w hali WSK, we wspomnieniu roku 1944.
- „Nowiny” drukują scenę z baraku budowlanego z dwiema odzywkami: „Idę z żydem” i „Kontra”. To pierwsze poświadczenie nazwy żyd spoza przekazu rodzinnego.
- Wywiad z Krzysztofem Martensem wymienia zechcyka z mizerką, co potwierdza kontrakt spoza rodziny.
- Przemyski felieton wspomina człowieka, który dobrze grał w zechcyka. Autor pisze też o przekazaniu talentu młodszym, ale nie jest pewne, czy chodzi o karty, czy o koszykówkę.
- Na polskim Usenecie zostaje opisane czteroosobowe 66 z Warszawką, Supem, Mizerką, Durhem, wodą i sztychami.
- W internetowym zbiorze zasad pojawia się przesłany przez Daniela Stocha wariant „Obierany”, bardzo bliski późniejszej instrukcji rodzinnej.
- W programie Szwejkowskich Manewrów w Przemyślu pojawia się turniej w „66 – zechcyka”.
- Krakowski felieton pisze o zechcyku w osobowych pociągach jadących w stronę Przemyśla.
- Powstaje zachowana cyfrowo instrukcja rodzinnego wariantu, nazwanego „niebylskim”.
- Repozytorium ZechcykDev próbuje przenieść grę do programu komputerowego.
- Powstaje niniejsze hobbystyczne archiwum, które porządkuje źródła i szuka dalszych świadków tradycji.
Co wiemy, a czego jeszcze nie
Dobrze potwierdzone
- nazwa łączy się językowo z niemieckim określeniem 66;
- w Polsce odnosi się do rodziny mariasza i „sześćdziesiąt sześć”;
- bliskie warianty zasad zapisano publicznie w 1997 i 2001 roku;
- w Przemyślu publicznie użyto nazwy przy turnieju w 2014 roku;
- lokalny przekaz zna wariant trzyosobowy z kilkoma kontraktami.
Nadal otwarte
- kiedy dokładnie wariant dotarł do Przemyśla;
- czy w jego przekazie uczestniczyli żołnierze albo bywalcy dawnych lokali; kolejarze mają już trzy datowane, powojenne ślady;
- jaki związek łączy zapisy z 1997, 2001 i 2019 roku;
- skąd pochodzi określenie „niebylski”;
- które kontrakty są stare, a które dodano później.